Drodzy czytelnicy

Wyobraźcie sobie, że zapomniałam zupełnie jak tu się zalogować i nie mogłam nawet zaakceptować waszych komentarzy.

Już naprawione i już mam blogaska z powrotem i będę pisać!

Jednak rozstałam się z narzeczonym zanim złożyłam podpis w urzędzie stanu cywilnego. Jest to raczej smutna historia, więc nie mówmy o tym.

Wiem, że przynajmniej dwie osoby tu czasem zaglądają, więc proszę dajcie znać, że mam dla kogo pisać.

Pewnie będzie ten blogasek trochę terapią, bo na inną mnie nie stać. (Mogłam nie rzucać narzeczonego w momencie, gdy stał się nagle bogaty, ale już trudno, może mu wyślę rachunek za terapię).

 

Reklamy

Wycieczki osobiste

Ciągle nie mogę tego archiwum przenieść tutaj, więc zapisuję wszystko na dysku na wszelki wypadek. Przeleciałam przez 16 lat życia i 16 lat głupot wypisywanych do wglądu dla całego świata. Zobaczyłam też pierwsze objawy depresji, która z czasem rosła na tyle, że przestałam pisać w ogóle. 2015 był istnym annus horribilis, i dopiero w 2016, już na lekach, zaczęłam się z tego wytaczać. Mi działo się coraz lepiej, a światu coraz gorzej. Taka właśnie jest ta równowaga w przyrodzie.

Spróbuję znowu pisać, chociaż po polsku pisanie idzie mi coraz gorzej.

No to jedziem

No to mam nowego błyszczącego blogaska. Archiwum cały czas się nie chce zaimportować jeszcze. Jak już mówiłam ilość debilizmów, które wypisałam przez ostatnie 15 lat musiała zepsuć system.

Chciałam wam napisać jak było w Nowym Jorku, bo nic bardziej ekscytującego mnie nie spotkało w ciągu ostatnich 12 miesięcy. (Pomijając oczywiście to że poznałam Johna i się zaręczyłam, i pomijając że opublikowałam opowiadanie w zbiorze, w którym też jest Ali Smith i inni uznani pisarze, ale POZA TYM to naprawdę nic).

Jednak w tej chwili muszę pracować, więc następnym razem.

czytam: Annie Proulx – Barkskins (wciąż. to jest bardzo długa książka)